Anna Midera odwołana. Zostawia lotnisko z rekordem i 37 mln zł straty
Po ponad dziewięciu latach Anna Midera przestała kierować Portem Lotniczym Łódź. Tymczasowo zastąpi ją Robert Makowski. Zmiana kończy spór o stanowisko prezes, ale nie rozwiązuje największego problemu lotniska: rekordom pasażerskim wciąż towarzyszą wielomilionowe straty.
Rada Nadzorcza Portu Lotniczego Łódź odwołała 19 sierpnia Annę Miderę ze stanowiska prezesa spółki. Nie jest to decyzja niespodziewana. Kilka dni wcześniej miasto, które kontroluje ponad 95 proc. udziałów w lotnisku, zapowiedziało wycofanie dla niej rekomendacji.
Obowiązki prezesa przejął Robert Makowski, dotychczasowy wiceprezes i wieloletni pracownik portu. Nie oznacza to jeszcze, że właśnie on będzie kierował lotniskiem w kolejnych latach. Makowski ma pełnić funkcję do czasu rozstrzygnięcia konkursu na prezesa.
Zmiana na szczycie kończy ponad dziewięcioletnią kadencję Midery. Pozostawia jednak znacznie więcej pytań niż tylko to, kto zajmie jej gabinet.
Dziewięć dni od obrony zarządu do odwołania prezes
Najciekawsza jest chronologia ostatnich wydarzeń.
10 sierpnia Port Lotniczy Łódź opublikował obszerne stanowisko w sprawie miejskiej kontroli spółki. Zarząd przekonywał w nim, że nie zgadza się z częścią ocen kontrolerów i przedstawił miastu szczegółowe wyjaśnienia jeszcze w 2025 roku.
Lotnisko poszło jednak dalej. Poinformowało, że Rada Nadzorcza, w której większość stanowią przedstawiciele miasta, po zapoznaniu się z wynikami kontroli nie potwierdziła wskazanych w niej nieprawidłowości. Zarząd otrzymał również absolutorium za 2024 rok.
Dziewięć dni później Rada Nadzorcza odwołała Annę Miderę.
Formalnie nie ma w tym sprzeczności. Absolutorium i decyzja o dalszym powierzeniu funkcji prezesa to dwie różne sprawy, a właściciel spółki może zmienić swoją ocenę zarządu. Politycznie i właścicielsko jest to jednak sekwencja wymagająca jasnego wyjaśnienia.
Zwłaszcza że miasto samo wskazywało wcześniej, że cofnięcie rekomendacji jest efektem kontroli.
Kontrola stała się punktem zwrotnym
Kontrola zlecona przez Urząd Miasta Łodzi trwała od czerwca do sierpnia 2025 roku i dotyczyła między innymi kosztów funkcjonowania spółki.
Do części ustaleń raportu dotarło Radio Łódź. Kontrolerzy mieli zwracać uwagę na sposób nadzoru nad przedsiębiorstwem, skalę delegacji, wydatki reprezentacyjne oraz rosnące koszty działania lotniska.
Największy rozgłos wywołała informacja, że Anna Midera w 2024 roku spędziła około 110 dni w podróżach służbowych. Pojawiły się również zastrzeżenia do części rachunków za spotkania z kontrahentami, w tym odbywające się późnym wieczorem i po północy.
Te ustalenia nie są jednak równoznaczne ze stwierdzeniem bezprawności wydatków.
Zarząd lotniska zdecydowanie odrzucał ocenę kontrolerów. Argumentował między innymi, że podróże są częścią pracy przy pozyskiwaniu przewoźników i partnerów, a dane o delegacjach obejmowały również wyjazdy innych pracowników, w tym na obowiązkowe szkolenia.
Spór nie został więc publicznie rozstrzygnięty punkt po punkcie. Do opinii publicznej trafiły fragmenty i omówienia raportu oraz stanowisko spółki, ale nie pełny materiał pozwalający samodzielnie zestawić wszystkie zarzuty z odpowiedziami zarządu.
Jeżeli właśnie kontrola przesądziła o odwołaniu prezes, odpowiedzialność miasta nie powinna kończyć się na komunikacie o zmianie personalnej. Właściciel powinien jasno pokazać, które ustalenia uznał za na tyle poważne, że po dziewięciu latach współpracy zdecydował się zmienić prezesa.
Midera odchodzi w najlepszym i jednocześnie trudnym momencie
Bilansu jej kadencji nie da się sprowadzić ani do rekordów, ani do strat.
W 2025 roku Port Lotniczy Łódź obsłużył 488 813 pasażerów, najwięcej w swojej historii. Pierwsze półrocze 2026 roku również było rekordowe. Z lotniska skorzystało wtedy 228 984 podróżnych.
Rozwinął się przede wszystkim rynek czarterowy, który jeszcze przed laty był w Łodzi marginalny. Port odbudował też ruch po pandemii i zwiększał skalę działalności.
Finanse wyglądają znacznie gorzej.
W 2025 roku strata brutto lotniska wyniosła 37,44 mln zł. Była wyższa niż rok wcześniej, kiedy sięgnęła 34,99 mln zł, i o około 3,94 mln zł przekroczyła plan spółki.
Jednocześnie lotnisko zwracało uwagę, że w dłuższej perspektywie sytuacja się poprawiła. Gdy Midera obejmowała funkcję, strata spółki zbliżała się do 60 mln zł rocznie.
Oba obrazy są więc prawdziwe. Port jest dziś większy niż kilka lat temu, obsługuje rekordową liczbę podróżnych i ma znacznie bogatszą ofertę. Nadal jednak pozostaje przedsiębiorstwem, którego działalność przynosi dziesiątki milionów złotych straty rocznie.
I właśnie z tym problemem będzie musiał zmierzyć się kolejny prezes.
Robert Makowski nie przychodzi z zewnątrz
Tymczasowe powierzenie sterów Robertowi Makowskiemu oznacza przede wszystkim ciągłość działania, a nie gwałtowny zwrot.
Makowski jest związany z łódzkim lotniskiem od 2012 roku. Zaczynał jako specjalista ds. marketingu, później odpowiadał między innymi za sprzedaż usług pozalotniskowych oraz rozwój biznesu i połączeń. W 2022 roku został dyrektorem handlowym, a w lutym 2026 roku wszedł do zarządu jako wiceprezes.
Był więc jednym z ludzi współtworzących komercyjny kierunek rozwoju portu, zwłaszcza segment czarterowy.
Jego tymczasowe powołanie zapewnia spółce osobę znającą lotnisko od środka, ale jednocześnie pokazuje, że obecna zmiana jest przede wszystkim zmianą na samym szczycie. Makowski nie jest menedżerem przychodzącym z zewnątrz z nową strategią.
O tym, czy miasto rzeczywiście chce zmienić sposób działania portu, więcej powie dopiero konkurs na stałego prezesa.
Zmiana nazwiska nie wystarczy
Odwołanie Anny Midery może być końcem jednego rozdziału, ale nie jest odpowiedzią na pytanie o przyszłość Lublinka.
Nowy zarząd nadal będzie musiał zwiększać liczbę połączeń, przekonywać przewoźników do Łodzi, rozwijać przychody pozalotnicze, finansować kosztowną infrastrukturę i jednocześnie ograniczać stratę. Będzie też działał w mieście leżącym pomiędzy dwoma największymi lotniskami w Polsce i w cieniu powstającego CPK.
Miasto musi teraz określić, czego właściwie oczekuje od portu i według jakich kryteriów będzie oceniało kolejnego prezesa.
Bo jeśli najważniejsza jest liczba pasażerów, ostatnie lata przyniosły rekord. Jeśli najważniejszy jest wynik finansowy, 37 mln zł straty trudno uznać za satysfakcjonujący rezultat. Jeżeli liczą się oba wskaźniki, następca Midery dostanie jedno z trudniejszych zadań wśród miejskich spółek.
I tym razem odpowiedzialność za jego wynik będzie spoczywać nie tylko na osobie siedzącej w gabinecie prezesa. Miasto jest właścicielem prawie całego lotniska, ma dominującą rolę w jego nadzorze i to ono właśnie zdecydowało, że po dziewięciu latach potrzebna jest zmiana.
Teraz musi pokazać, co ta zmiana ma dać.
Autor
Redakcja Łódź+
Tekst opublikowany przez zespół redakcyjny Łódź+. Masz temat? Napisz do nas – szukamy najlepszych historii z miasta.
Dyskusja
0 komentarzy
Komentarze są moderowane przed publikacją.
Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu.
Bądź pierwszy.




