Teraz
InwestycjeWielki konwój zmierza do Łodzi. Wiezie serce maszyny TBMMiastoDorośli faceci jadą się bić za klub. Kibolski „honor” to żenadaKulturaUrodziny Tuwima w Łodzi. Poeta znów poprowadzi przez miastoWydarzeniaWeekend w Łodzi: A$AP Rocky, Great September i mundialWydarzeniaA$AP Rocky zagra dwa koncerty w Łodzi. Są jeszcze biletyWydarzeniaMAMY TARG wraca do Łodzi. Wszystko dla rodziców w jednym miejscuInwestycjeKamienica obok Księżego Młyna odzyska blask. Miasto dopłacaInwestycjeNowa jezdnia, chodniki i parkingi. Ulica Stefana po remoncieMiastoSześć krajów, jedno spotkanie w Łodzi. Miasta szukają pomysłów na rozwójBiznesJapońskie firmy spotkają się w Łodzi. W grze inwestycje i nowe technologieWydarzeniaStar Trek, koncert i joga. Cztery darmowe wydarzenia w FuzjiKulturaWielki świat Siudmaka w EC1. Łódź zdąży przed nową „Diuną”InwestycjeWielki konwój zmierza do Łodzi. Wiezie serce maszyny TBMMiastoDorośli faceci jadą się bić za klub. Kibolski „honor” to żenadaKulturaUrodziny Tuwima w Łodzi. Poeta znów poprowadzi przez miastoWydarzeniaWeekend w Łodzi: A$AP Rocky, Great September i mundialWydarzeniaA$AP Rocky zagra dwa koncerty w Łodzi. Są jeszcze biletyWydarzeniaMAMY TARG wraca do Łodzi. Wszystko dla rodziców w jednym miejscuInwestycjeKamienica obok Księżego Młyna odzyska blask. Miasto dopłacaInwestycjeNowa jezdnia, chodniki i parkingi. Ulica Stefana po remoncieMiastoSześć krajów, jedno spotkanie w Łodzi. Miasta szukają pomysłów na rozwójBiznesJapońskie firmy spotkają się w Łodzi. W grze inwestycje i nowe technologieWydarzeniaStar Trek, koncert i joga. Cztery darmowe wydarzenia w FuzjiKulturaWielki świat Siudmaka w EC1. Łódź zdąży przed nową „Diuną”
Miasto

Dorośli faceci jadą się bić za klub. Kibolski „honor” to żenada

Jest 2026 rok. Kilkudziesięciu mężczyzn zbiera się w klubowych barwach, zakłada kominiarki, wsiada do busów i jedzie bić się z inną grupą. W Łodzi i regionie policja w ciągu dwóch dni udaremniła dwie takie konfrontacje. Jedna skończyła się wyjątkowo groteskowo: pseudokibice pomylili policjantów z rywalami.

Posłuchaj artykułu5:45

Trudno opisywać tę historię wyłącznie policyjnym językiem o „zwaśnionych grupach” i „planowanej konfrontacji”.

Jest 2026 rok. Mamy profesjonalne kluby sportów walki, zawody, ligi, trenerów, sędziów i zasady. Tymczasem kilkudziesięciu mężczyzn organizuje się po to, żeby spotkać się gdzieś poza stadionem i bić ludzi, których największym przewinieniem jest sympatyzowanie z innym klubem.

Można dorabiać do tego subkulturę, „honor”, hierarchię grupy i pseudokibicowski kodeks. Z zewnątrz wygląda to znacznie prościej: jak skrajnie prymitywna forma przemocy, która z kibicowaniem ma coraz mniej wspólnego.

Najpierw Bałuty. Dzień później busy i kominiarki

Pierwszą planowaną konfrontację policjanci udaremnili 8 września na Bałutach. Około godz. 20 zauważyli grupę mężczyzn w ubraniach z emblematami sugerującymi przynależność do jednego z łódzkich klubów.

Według ustaleń funkcjonariuszy wszystko wskazywało na to, że grupa czekała na swoich przeciwników i przygotowywała się do fizycznej konfrontacji.

Kiedy pojawiły się radiowozy, uczestnicy zaczęli uciekać w różnych kierunkach. Policjanci zabezpieczyli teren i wylegitymowali mężczyzn. Do bójki nie doszło.

Jeszcze bardziej absurdalny przebieg miała sytuacja dzień później.

9 września kryminalni z Radomska obserwowali na terenie powiatu łaskiego busa, który zatrzymał się na widok nieoznakowanego radiowozu. Z samochodu wyszło kilku zamaskowanych mężczyzn i ruszyło w stronę policjantów.

Po chwili przed radiowozem zatrzymał się kolejny bus, z którego wysiadła następna grupa.

Dopiero gdy funkcjonariusze uruchomili sygnały świetlne i dźwiękowe, pseudokibice zorientowali się, że ludzie, których zamierzali skonfrontować, nie są członkami przeciwnej grupy. Zaczęli uciekać.

Jeden z busów został później zatrzymany w Bełchatowie. W środku policjanci znaleźli między innymi kominiarki w klubowych barwach.

To nie jest żaden „honor kibicowski”

Wokół ustawek przez lata powstała cała mitologia. Mają być dowodem odwagi, lojalności wobec grupy czy siły środowiska. Tyle że wystarczy opisać to bez kibolskiego słownika.

Grupa ludzi umawia się z inną grupą ludzi na zbiorową bójkę. Zakłada ochraniacze i kominiarki. Jedzie w ustalone miejsce. Celem jest pobicie przeciwników albo samemu zostać pobitym.

Nie ma sędziego. Nie ma zabezpieczenia medycznego. Nie ma sportowych reguł, które mają chronić zawodników.

Są za to realne obrażenia i możliwość tragedii.

Nazywanie tego „honorem” nie zmienia natury tego zjawiska. Tak samo jak klubowa koszulka nie sprawia, że przemoc staje się kibicowaniem.

Najbardziej żenujące jest to, że ktoś nadal uważa to za imponujące

Można oczywiście machnąć ręką i powiedzieć: skoro chcą się bić między sobą, to ich sprawa.

Tylko że przemoc nie funkcjonuje w próżni. Do konfrontacji trzeba dojechać. Grupy przemieszczają się samochodami i busami, pojawiają się w przestrzeni publicznej, uciekają przed policją. Obok mogą znaleźć się przypadkowi ludzie, kierowcy czy mieszkańcy.

A służby muszą przeznaczać funkcjonariuszy, sprzęt i czas na pilnowanie, żeby kilkudziesięciu mężczyzn nie zorganizowało sobie zbiorowego mordobicia pod szyldem klubowych barw.

I właśnie dlatego ustawki przestają być wyłącznie problemem ich uczestników.

Są problemem wszystkich, którzy za bezpieczeństwo w przestrzeni publicznej płacą i mają prawo oczekiwać, że grupa ludzi nie będzie urządzać sobie prywatnego pola bitwy.

Kibicowanie nie ma z tym nic wspólnego

Warto przy tym oddzielić pseudokibicowskie bojówki od tysięcy ludzi, którzy naprawdę kibicują łódzkim klubom.

Rywalizacja między ŁKS-em i Widzewem jest częścią historii tego miasta. Może być głośna, emocjonalna, złośliwa i bezkompromisowa. To nadal nie daje nikomu prawa do organizowania bójek.

Można kochać klub bez nienawidzenia człowieka po drugiej stronie miasta. Można śpiewać na trybunie bez zakładania kominiarki. Można rywalizować bez wsiadania do busa po to, by komuś rozbić twarz.

W 2026 roku nie powinno to być szczególnie odkrywcze.

A jednak po wydarzeniach z 8 i 9 września najwyraźniej wciąż trzeba to mówić.

Bo w całej tej historii najbardziej kompromitujące nie jest nawet to, że jedna z grup pomyliła nieoznakowany radiowóz z przeciwnikami.

Najbardziej kompromitujące jest to, że ktoś nadal uważa udział w ustawce za powód do dumy.

Nie jest. Jest dokładnym przeciwieństwem. Jest żenadą i patologią.

Autor

Redakcja Łódź+

Tekst opublikowany przez zespół redakcyjny Łódź+. Masz temat? Napisz do nas – szukamy najlepszych historii z miasta.

Dyskusja

0 komentarzy

Komentarze są moderowane przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu.

Bądź pierwszy.