Ważne
Łódź+ · najnowsze wiadomości lokalne

Łódzcy radni chcą zakazu „małpek". Apel poszedł do Warszawy

Rada Miejska w Łodzi przyjęła 22 kwietnia apel do rządu o wycofanie ze sprzedaży alkoholu w butelkach mniejszych niż 300 mililitrów. Za głosowało 30 radnych. Ale to dopiero początek znacznie szerszej debaty.

Redakcja
4 min czytania

Decyzja zapadła w środę 22 kwietnia. Rada Miejska w Łodzi przyjęła stanowisko, w którym apeluje do ministra zdrowia, ministra klimatu i środowiska oraz posłów i senatorów o wprowadzenie ogólnopolskiego zakazu sprzedaży napojów alkoholowych w opakowaniach poniżej 300 mililitrów. Za apelem opowiedziało się 30 radnych. Przeciw był jeden – Bogusław Hubert. Od głosu wstrzymał się Krzysztof Stasiak.

Pomysłodawcą jest Tomasz Kacprzak, przewodniczący klubu Koalicji Obywatelskiej w radzie i równocześnie dyrektor Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania w Łodzi. Ten dwugłos – polityk i szef miejskiej spółki, której pracownicy fizycznie zbierają z trawników odpady – tłumaczy, dlaczego inicjatywa wyszła akurat z Łodzi. Kacprzak powołuje się na akcję „Galante sprzątanie", podczas której z miejskich zieleńców znikają tysiące małych szklanych butelek. Na sesji rozdał przewodniczącym klubów puste małpki, żeby pokazać, o jakim opakowaniu mowa. Argumentacja, którą przedstawił, łączy dwa wątki: zaśmiecanie przestrzeni publicznej i zdrowie publiczne.

Sala podzielona, choć głosowanie jednoznaczne

Wbrew wynikowi dyskusja nie była gładka. Radny PiS Piotr Cieplucha co do zasady poparł kierunek, ale złożył poprawkę: chciał, żeby Łódź przy okazji apelu zwiększyła o milion złotych środki na profilaktykę i leczenie uzależnień, a urząd aktywnie nagłośnił sprawę wśród mieszkańców. Cieplucha przypomniał przy tym, że w poprzednich latach część środków z profilaktyki antyalkoholowej w mieście została przesunięta na promocję Łodzi. Poprawka większości nie zdobyła.

Wątpliwości co do samej formy zgłosił Marek Michalik, zwracając uwagę, że Rada Miejska regularnie kieruje stanowiska do kolejnych rządów – niezależnie od ich składu. Najmocniej zaprotestował Krzysztof Makowski, według którego radni „robią sobie jaja z poważnych problemów". To uwaga, której nie należy zlekceważyć. Apel rady miejskiej – niezależnie od miasta – nie jest aktem prawa. Nie zobowiązuje ministra zdrowia do niczego, nie wszczyna procesu legislacyjnego, nie zmienia rozporządzenia. Jest sygnałem politycznym.

Skala zjawiska. Liczby się rozjeżdżają

Centralnym argumentem zwolenników zakazu jest skala sprzedaży. Tu jednak liczby zaczynają się rozjeżdżać. Centrum Monitorowania Rynku szacuje, że w Polsce sprzedaje się dziennie około 1,3 miliona małpek, co daje blisko 40 milionów sztuk miesięcznie. Wiceminister klimatu i środowiska Anita Sowińska w marcu mówiła o liczbie sięgającej 3–3,5 miliona dziennie. Sam Kacprzak w wystąpieniach powoływał się na zakres od jednego do trzech milionów sztuk dziennie.

Niezależnie od tego, którą cyfrę przyjąć, jedno się nie zmienia: butelki po małpkach są w Polsce najmniejszym, najtańszym i najpopularniejszym formatem mocnego alkoholu. Raport Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom z 2023 roku wskazuje, że stosunkowo najczęściej po alkohol w małych opakowaniach sięgają młodzi dorośli – konsumenci do około trzydziestego piątego roku życia.

Łódzki kontekst. Miasto już ograniczyło alkohol

Apel nie pojawił się w próżni. Od 17 października 2025 roku w siedmiu centralnych osiedlach Łodzi – Katedralnej, Śródmieściu-Wschód, Górniaku, Bałutach-Centrum, Bałutach-Doły, Starym Polesiu i Starym Widzewie – obowiązuje zakaz nocnej sprzedaży alkoholu w godzinach 22–6. Uchwałę z 2 lipca 2025 roku poprzedziły konsultacje społeczne, w których wzięło udział ponad 8,1 tysiąca mieszkańców. Większość uczestników opowiedziała się za rozszerzeniem zakazu na całe miasto – nie tylko siedem osiedli wskazanych w projekcie.

Wprowadzenie nocnej prohibicji poparła Okręgowa Rada Lekarska w Łodzi, która zaapelowała o rozszerzenie ograniczenia na całe województwo. Lekarze argumentowali, że osoby nietrzeźwe stanowią poważne obciążenie dla szpitalnych oddziałów ratunkowych. W tym kontekście kwietniowy apel jest kolejnym krokiem w tej samej polityce: ograniczania dostępności alkoholu narzędziami, które ma do dyspozycji samorząd, a tam gdzie ich nie ma – wywierania nacisku na rząd.

Co rząd już zrobił. „Lex alkotubki" i sprawa kaucji

Warszawa nie jest w tej sprawie bezczynna, choć tempo zmian frustruje aktywistów. Po medialnej burzy wokół alkotubek – kolorowych saszetek z alkoholem przypominających dziecięce musy – minister rolnictwa rozporządzeniem wprowadził od 30 stycznia 2025 roku zakaz sprzedaży alkoholu w opakowaniach typu pouch. To samo rozporządzenie nakazało, by napoje spirytusowe o pojemności do 200 mililitrów sprzedawane były wyłącznie w butelkach lub puszkach.

Równolegle Ministerstwo Zdrowia procedowało nowelizację ustawy o wychowaniu w trzeźwości, nazwaną „lex alkotubki". W jej obecnym kształcie znajduje się między innymi zapis o zakazie sprzedaży alkoholu poniżej 300 mililitrów w opakowaniach innych niż szklane lub metalowe. To rozwiązanie odmienne od tego, o które apelują łódzcy radni – nie eliminuje formatu, tylko zamyka furtki dla nowych pomysłów branży. Kacprzak chce iść dalej.

Drugą ścieżką jest system kaucyjny, który ruszył w Polsce 1 października 2025 roku. Małpki w nim nie są. Wiceminister Sowińska zapowiedziała, że do czerwca resort zdecyduje, czy włączyć szklane butelki jednorazowe do systemu. Sama nie ukrywa wątpliwości: szkło jest cięższe od plastiku, mniejsze sklepy sygnalizują kłopoty z magazynowaniem, a infrastruktura butelkomatów nie jest przygotowana na nowy strumień opakowań. Ministra Paulina Hennig-Kloska przypominała w marcu, że ustawę bez szkła jednorazowego przyjął jeszcze parlament poprzedniej kadencji.

Co realnie może się zdarzyć

Trzy scenariusze są realne. Pierwszy – zakaz sprzedaży w formacie poniżej 300 mililitrów, czyli to, o co apeluje Łódź. Wymagałby poparcia Sejmu i ścieżki legislacyjnej, której dziś nie widać. Drugi – objęcie małpek systemem kaucyjnym. Mniej radykalny, prawdopodobnie szybszy, ale w odróżnieniu od zakazu nie ogranicza spożycia, tylko zmusza do oddawania szkła. Trzeci – status quo, w którym debata trwa, a sprzedaż nadal idzie milionami sztuk dziennie.

Apel z 22 kwietnia żadnej z tych ścieżek sam nie przesądzi. Ale wymusza odpowiedź. To, jak szybko i w jakim tonie zareagują resort zdrowia minister Jolanty Sobierańskiej-Grendy oraz resort klimatu, pokaże, czy łódzka inicjatywa jest impulsem do realnych zmian, czy zostanie odłożona do szuflady pełnej podobnych stanowisk.

Autor

Redakcja

Tekst opublikowany w redakcji Łódź+. Masz temat? Napisz do nas – szukamy najlepszych historii z miasta.

Dyskusja

0 komentarzy

Komentarze są moderowane przed publikacją.

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu.

Bądź pierwszy.